wtorek, 17 lipca 2012

Sekret jej oczu


Z prezentami na Dzień Dziecka to jest tak, że nikt nie jest na nie za stary.  Kierując się tym tropem, co roku staramy się podarować sobie jakąś drobnostkę. „My”, czyli ja, moi rodzice i (jeśli zasłuży ;)) mój Konrad. Tegoroczny Dzień Dziecka wypadał tuż przed moim wyjazdem na długo oczekiwany urlop. A prezent, który dostałam nie mógł być lepiej dobrany. Mowa oczywiście o książce. Przyznam, że zaliczam ją do (już teraz) dwóch najlepszych prezentów z okazji 1 czerwca. Pierwszym prezentem jest maskotka, zwykły brązowy misiek. Jestem sentymentalna i (niestety) przywiązuję się do przedmiotów. Dlatego misiek nie tkwi w pudle na strychu. Siedzi na fotelu w moim pokoju. Czeka być może na nowego właściciela ;)
 
Ostatnio przeczytałam…

… „Sekret jej oczu” Eduardo Sacheri’ego. Historia godna swojego autora. Co mam na myśli? A chociażby to, że według mnie, nikt nie potrafi pisać tak, jak Hiszpanie, Portugalczycy czy mieszkańcy Ameryki Południowej. Nie wiem skąd się bierze ich wyjątkowe wyczucie historii, umiejętność tworzenia bohaterów z krwi i kości, takich, o których nie tylko chętnie się czyta, ale chciałoby się z nimi porozmawiać, żyć w ich świecie, nawet jeśli ten świat jest pełen cierpienia, brudu, ciężkiej sytuacji politycznej. Ich książki zawsze są „o czymś”. Są, jak żadne inne, do bólu realistyczne.
Nie inaczej jest z „Sekretem jej oczu”. Książka prowadzona jest w dwóch narracjach – w jednej czytelnik poznaje głównego bohatera, to on opowiada o tym, co robi, co myśli, co widzi. Druga warstwa to książka pisana przez głównego bohatera. Jest nim Benjamin Chaparro, emerytowany prokurator. Benjamin pisze o sobie i, żeby nabrać dystansu, decyduje się na użycie trzeciej osoby. Dwa w jednym i nie wiem, które jest ciekawsze. Nie potrafię też powiedzieć, który fragment jest istotniejszy. Zacznę od książki pisanej przez Benjamina. Chaparro zaczyna swoją opowieść od zabójstwa młodej kobiety, wyjątkowo pięknej i w równie wyjątkowo okrutny sposób zamordowanej. Poznanie męża ofiary ma ogromny wpływ na życie (nie tylko zawodowe) Benjamina. Nagle okazuje się, że świat jest bardzo mały. Po kilku miesiącach, przez zupełny przypadek i polegając głównie na swoim instynkcie, Benjamin odkrywa, kto jest mordercą. Morderca trafia do więzienia, którym kieruje człowiek nienawidzący głównego bohatera i pałający żądzą zemsty. Zemsta wynika z tego, co zrobił Benjamin na początku śledztwa. I koło się zamyka. Benjamin spotyka męża ofiary kilka razy w ciągu swojego życia, co kilka, kilkanaście lat. Ostatnie spotkanie skłoni Benjamina do spisania całej historii.
W tym świecie teraźniejszym, w którym Benjamin mówi o sobie „ja”, jest zakochany. I mimo, że ma już dziesiąt lat, zachowuje się jak nastolatek. Czerwieni się podczas rozmów, ucieka wzrokiem, boi się zadzwonić, przed spotkaniami układa plan, co ma mówić i robić.  
To, o czym pisze Benjamin wydaje się nierzeczywiste. Ilość zbiegów okoliczności (niefortunnych, ale i takich, które dają szczęście), intryga, powiązania między ludźmi to co, o czym się słyszy i czyta, ale nigdy się tego nie przeżyło – a mimo to, ani przez chwilę nie pomyślałam, że mogłabym mu nie wierzyć. Paradoks, prawda? Niby wiedziałam, że Benjamin nie jest postacią autentyczną, ale przez to, że nie miałam przed sobą samej historii spisanej przez niego, ale też jego obecne życie, wierzyłam w to poplątanie ścieżek rodem z tragedii antycznej.
O czym jest książka? Na chłodno, kilka dni po jej przeczytaniu, myślę, że to książka o miłości. O miłości tej akceptowanej przez społeczeństwo – męża do żony. Ale też takiej, która nie może być pochwalana – mężczyzny do żonatej kobiety. Bohaterowie stworzeni przez pisarza – Benjamin i Ricardo, zupełnie inaczej pokierowali swoimi miłosnymi wyborami. Ricardo nigdy nie zapomniał o żonie, Benjamin miał ich kilka, żyjąc jednocześnie obok kobiety, którą kochał odkąd zobaczył ją po raz pierwszy. Żaden z nich nie pozbawił swojego życia sensu, ale każdy z nich zrobił to na swój sposób.
Jest jeszcze wiele słów, które chciałabym napisać o tej książce. Chociażby to, że jest magnetyczna, że przyciąga swoją chropowatością i brutalizmem życiowym. Sacheri nie oszczędza ani jednego ze stworzonych przez siebie bohaterów. Nie oszczędza też czytelnika. Uderza w niego dziwną (właśnie tak, dziwną, a nie smutną czy brutalną) prawdą. Boli, ale też daje niezwykłą intelektualną przyjemność. 

Tytuł: Sekret jej oczu
Autor: Eduardo Sacheri
Data wydania: 2012
Stron: 272

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz